RECENZJA: Panie gromią panów

Jarek Szubrycht w dniu

06.12.2012

 W polskim punku zmiany. Panowie piszą książki, panie nagrywają muzykę. Po świetnej Nancy Regan równie udanie debiutuje Translola.

Kraków miał kiedyś silną scenę niezależną. Niezbyt liczną, ale pełną nietuzinkowych postaci i oryginalnych pomysłów. Jej główni animatorzy uznali jednak, że męska rzecz – być daleko. Maciej Maleńczuk wyprowadził się z miasta, w którym wódkę trzeba pić, do złotej budy „Pudelka”. Nie mylić z Püdelsami – to ci, co ganiają za własnym ogonem. Kwasek siedzi w więzieniu. Piotr Pawłowski wyemigrował na północ i ciężko pracuje w Stoczni. Zostały jeszcze Świetliki, ale przecież nigdy już nie nagrają takiej „Filandii”. Nigdy.

Na szczęście kobiety spod Wawelu dość mają wiernego czekania. Przejęły inicjatywę. W tym miejscu powinno nastąpić przedstawienie grupy Translola, ze szczególnym wskazaniem na Ewę Langer, liderkę formacji, ale lepiej zrobiła to ona sama, w wywiadzie udzielonym nam jeszcze przed debiutem płytowym swojej nowej grupy. Mógłbym też opowiedzieć to i owo o riot grrrl, bo porównanie narzuca się samo – z tym, że Ewa grała w te klocki zanim o amerykańskim ruchu ktokolwiek słyszał.

Przejdę więc do konkretów, bo i Translola nie owija w bawełnę – płyta zawiera 10 piosenek, krótkich (jedna tylko wyrosła na ponadtrzyminutowy epos) i po punkowemu konkretnych. Od nokautujących ciosów (po kontakcie z otwierającym płytę, rozhisteryzowanym „Wilkołakiem” długo będziecie zbierać szczękę z podłogi), przez garażową psychodelię (jasno świeci ta „Żarówka”) po piosenki pokryte grubym kocem melancholii, żeby nie powiedzieć rezygnacji („Żelpen”). A na koniec przebój „Smutku mój” – znam skądś ten riff! – z równie chwytliwym, co wulgarnym tekstem. Wybaczcie więc, że nie zacytuję, ale powiem tylko, że gdyby ta piosenka pojawiła się, kiedy chodziłem do ogólniaka, pamiętalibyśmy ją dzisiaj wszyscy jako jeden z pokoleniowych hymnów. Czy w 2012 roku Translola może mieć podobną siłę rażenia? Czy w ogóle kategoria pokoleniowego hymnu w czasach tak rozproszkowanej sceny muzycznej i niesprecyzowanych gustów ma jeszcze rację bytu?

Zostawmy te rozważania za inną okazję, bo czas na łyżkę dziegciu. Jedyne, co mnie w „Transloli” mierzi, to wrażenie, że dziewczyny próbowały zbyt wiele srok złapać za ogon, zbyt wiele spraw załatwić na jednej, trwającej niewiele ponad pół godziny płycie. Kompozycje są, jak już wspomniałem, zróżnicowane, ale dobrze się uzupełniają, muzyka ma mocne, smacznie jazgotliwe brzmienie, a Gabriela Ganczarska jest niezłą wokalistką i jeszcze lepszą interpretatorką – niestety, wszystko rozjeżdża się na poziomie tekstów. Bo jak się ma ujmująca, naiwna prostota „Żelpen” do barwnej metaforyki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, a jedno i drugie do gorzkich, w punkt celnych obserwacji Janki Diagilewej, kultowej (i – niestety – tragicznej) postaci rosyjskiej alternatywy? Wszystko się zgadza w obrębie każdej piosenki z osobna, ale gdy zestawić je całość, jaką jest płyta – trochę za gwałtowne, jak na możliwości mojego żołądka, zakręty bierze ten rollercoaster.

Wnioski nasuwają się same. Poproszę, święty Mikołaju, o płytę Transloli z w pełni autorskim materiałem. A potem o taką, która zawierać będzie wyłącznie reinterpretacje godnej szerokiego upowszechniania twórczości Diagilewej. I o jeszcze jedną – z uzbrojonymi w punkową energię wierszami Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Wtedy przestanę się czepiać.

Płytę można kupić, póki co wchodząc na naszą stronę fb i zgłaszając chęć zakupu.

Cena regulowana-miedzy 25 zł  a 50 zł

No Comments

Comments are closed.